Dziennik Gazeta Prawana logo

Bardzo szczere wyznanie Krzysztofa Zalewskiego. "Byłem na wakacjach w psychiatryku"

5 sierpnia 2024, 21:22
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Krzysztof Zalewski
Krzysztof Zalewski zdobył się na intymne wyznanie. Opowiedział o swoim pobycie w szpitalu psychiatrycznym i walce z uzależnieniem/AKPA
Krzysztof Zalewski był gościem podcastu "WojewódzkiiKędzierski". Podczas rozmowy zdobył się na bardzo osobiste wyznanie. Opowiedział o tym, że miał problem z alkoholem i przebywał w szpitalu psychiatrycznym. "Byłem na wakacjach w psychiatryku" - powiedział. 

Krzysztof Zalewski to jeden z najbardziej znanych i cenionych artystów w Polsce. Prywatnie jest synem aktora, reżysera i scenarzysty Stanisława Brejdyganta. Jego mama zmarła w 2004 roku. To właśnie wtedy, gdy chorowała piosenkarz poznał swojego ojca. 

Krzysztof Zalewski nie stronił od alkoholu. "Włączała mi się autoagresja"

Podczas rozmowy z Kubą Wojewódzkim i Piotrem Kędzierskim artysta wyznał, że był czas, gdy nie stronił od alkoholu. Krzysztof Zalewski był w tym czasie wobec siebie bardzo krytyczny. 

Nauczyłem się miłych słów używać wobec siebie, żeby się po prostu nie wyzywać - wyzbyłem się tego, polubiłem się bardziej - wyznał. 

Bardzo różnie się (zachowywałem po alkoholu - przyp. red.). Włączała mi się autoagresja. Miałem taki pomysł, będąc drobnym kolesiem, zaczepić największego karka, jakiego zdołałem zobaczyć - np. ochroniarza w klubie - i sprzedać mu blachę. Wtedy dostawałem w ryj albo mnie wynosili lub koleś mi mówił: "weź s********j" - tak wspominał ten czas Zalewski. 

Piosenkarz szczerze o swoim pobycie w psychiatryku

Pytany o to, czy rezygnacja z alkoholu, to decyzja na całe życie, odpowiedział, że "nie ma permanentnej decyzji". 

To jest decyzja na dziś. Wyszło terapeutycznie. Byłem na wakacjach w psychiatryku 12 lat temu - zamknięty z wariatami przez dwa miesiące, więc chyba to była poważna sytuacja - wyjaśnił. 

Czy Krzysztof Zalewski chodzi na imprezy?

Przyznał, że nie pije, bo "niedobrze znosi alkohol". To nie było powtarzalne. Czasami byłem męczybułą - włączało mi się to, byłem nieznośny - wyznał artysta. Dodał, że nie lubi imprez i woli spędzać czas w domu. 

Nawet jak piłem grubo, to też zawsze wolałem bawić się w małym gronie. Nawet ostatnio stwierdziłem, że jestem taki pozamykany i siedzę sam - może powinienem wyjść do ludzi. Zadzwoniłem do Kuby Karasia (on jest znany z tego, że chodzi po klubach) i powiedziałem: weź mnie gdzieś ze sobą na imprezę. Zaprosił mnie do SPATiF-u, nie było jam session, była zwykła impreza - opowiedział Zalewski. 

Zapłaciłem 100 zł za wjazd, wytrzymałem 18 sekund i odwróciłem się na pięcie i wyszedłem. Piekło musi tak wyglądać. Tłum ludzi, n********a muzyka tak, że nie da się wytrzymać, łokciem się przepychasz, ani z nikim pogadać. Atmosferę mam chłonąć z hałasu i spoconych ciał? Okropne! - powiedział. 

Przyznał, że sam zgłosił się do ośrodka. Podkreślił, że mu się to opłaciło. Gdy wyszedł, zaczął wydawać płyty. To nie znaczy, że byłem zupełnie czysty. Miałem wpadki. To był proces. Od ponad siedmiu lat jestem czysty od wszystkiego - i dobrze mi z tym - dodał. 

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj