Dziennik Gazeta Prawana logo

Ten romans skończył się śmiercią. Sprawca oddał osiem strzałów

3 sierpnia 2024, 08:04
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Andrzej Zaucha
Andrzej Zaucha zginął z rąk męża swojej kochanki. Yves Goulais oddał osiem strzałów/YouTube
Ta tragedia rozegrała się dosłownie w kilka sekund. Znajomi Andrzeja Zauchy, gdy usłyszeli o tym, co się stało byli przekonani, że to makabryczny żart. Oprawca został skazany na wiele lat więzienia. "Żadna kara nie będzie dostateczna dla mnie, bo ludzkie życie nie ma ceny" - mówił Yves Goulais, który zabił wykonawcę takich przebojów jak "Byłaś serca biciem", czy "Bądź moim natchnieniem". 

Andrzej Zaucha uchodził za jednego z ciekawszych i lubianych polskich artystów. Jego piosenki takie jak "Byłaś serca biciem", "Czarny Alibaba", "Siódmy rok" od razu stały się przebojami. Młodsi słuchacze kojarzyli z kolei jego głos z piosenki do popularnej bajki, jaką były w latach 90. "Gumisie". 

Andrzej Zaucha był samoukiem. Karierę sportową zamienił na muzyczną

Byłem sportowcem, pływałem na kajakach. Byłem nawet w kadrze narodowej. I później nagle okazało się, że muzyka jest dla mnie ważniejsza. Zostawiłem kajak, wodę, wiosło i zacząłem interesować się bliżej muzyką – opowiadał Andrzej Zaucha o początkach kariery muzycznej na antenie Polskiego Radia w 1983 roku. Dodawał, że zaczął śpiewać, bo spotkał kilku przyjaciół. Najpierw z zespołem Dżamble, potem Anawa. W końcu przyszedł czas na solową karierę. 

Andrzej Zaucha był muzyczny samoukiem. Znajomi wspominali, że był bardziej natchnionym rzemieślnikiem, niż kapryśną gwiazdą. Prywatnie artysta związany był z Elżbietą. Poznał ją, gdy miał 17 lat. 

Żona Elżbieta była miłością życia artysty. Ich związek przerwała śmierć 

Szybko się w sobie zakochali a owocem ich związku była córka Agnieszka. To właśnie żona była jego największą przyjaciółką i recenzentką tego, co tworzył. Niestety ich wielką i trwałą miłość przerwała śmierć Elżbiety. W 1989 roku dostała udaru mózgu i zmarła. Zaucha nie mógł się pogodzić z tym, że jego ukochana po 23 latach wspólnego życia, odeszła tak nagle. 

Znajomi wspominali, że nie chciał żyć. Ela mnie wzywa - mawiał. Musieli go uspokajać, bo wpadał w histerie. W pracy nad sobą i powrocie do w miarę normalnego życia pomogła mu rola w musicalu "Pan Twardowski" krakowskiego teatru STU. Rolę "Aniołka" w tym spektaklu grała młoda aktorka, 26-letnia Zuzanna Leśniak. Jej mężem był Francuz Yves Goulais. Nie był to jednak udany związek. Gdy mąż wyjeżdżał, młoda aktorka w ogóle za nim nie tęskniła. 

Mąż kochanki groził artyście. Wyjechał do Francji po broń

Zuzanna i Andrzej zbliżyli się do siebie. Spędzali ze sobą coraz więcej czasu. Zaakceptowała ją córka piosenkarza Agnieszka a on sam czuł się coraz lepiej i z ukochaną, i z samym sobą. Pewnego dnia Yves wrócił do Polski. By dostać się do swojego mieszkania musiał wyważyć drzwi. Zobaczył w nim półnagiego Zauchę. Pobił go i wykrzyczał: "Będę musiał cię zabić". 

Ani Zaucha, ani nikt z jego znajomych nie wziął na poważnie tych gróź. U nas przecież nikt nie strzela na ulicy. Proponowaliśmy mu, żeby zgłosił to na policji i nie wracał sam do domu. Ale on w końcu postanowił wszystko zbagatelizować - mówił jego przyjaciel, czyli Andrzej Sikorowski. 

Yves po tym, jak dowiedział się o romansie swojej żony i Zauchy, wyjechał jeszcze raz do Francji. Tam nielegalnie kupił broń. 

Zabójca Andrzeja Zauchy oddał osiem strzałów. Sam oddał się w ręce policji

10 października 1991 roku Andrzej i Zuzanna wychodzili razem z teatru. Na parkingu przy ul. Włóczków stał żółty mercedes artysty. Yves czaił się niedaleko od auta. Gdy ich zobaczył, podszedł do nich. Kiedy padł pierwszy strzał to Zuzanna była z przodu. Według jednej z wersji zasłoniła swoim ciałem Zauchę. Kula trafiła ją w serce. Yves oddał jeszcze osiem strzałów, zabijając piosenkarza. Zuzanna zmarła w karetce, w drodze do szpitala.

Sprawca sam zgłosił się na policję. Zabiłem człowieka. Jestem do waszej dyspozycji, w samochodzie jest broń - powiedział. Gdy w radio podano komunikat, że Andrzej Zaucha nie żyje, jego przyjaciele myśleli, że to makabryczny żart. Pierwszy na miejsce zbrodni dojechał Zbigniew Wodecki. Przez lata nie potrafił wybaczyć sprawcy tego, co zrobił.

Yves nie wiedział, gdy oddawał się w ręce policji, że zabił i Zauchę, i swoją żonę. Chęć zabicia była we mnie jak otchłań bez dna - wyznał. Prokurator żądał dożywocia. Goulais dostał 15 lat. W więzieniu skończył polonistykę, uczył współwięźniów francuskiego, kręcił filmy. Mógł ubiegać się o wcześniejsze zwolnienie, ale tego nie zrobił. Żadna kara nie będzie dostateczna dla mnie, bo ludzkie życie nie ma ceny - mówił. Po wyjściu z więzienia nie wyjechał do Francji. Został w Polsce. 

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj