Dziennik Gazeta Prawana logo

Sandra Kubicka w samym centrum awantury. "Byliśmy tak wściekli. Zaczęliśmy krzyczeć"

10 czerwca 2024, 06:03
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Kubicka
Sandra Kubicka opowiedziała o awanturze z udziałem jej psów/AKPA
Sandra Kubicka niedawno została mamą. Jej synek jest już w domu a szczęśliwi rodzice, czyli modelka i jej mąż Aleksander Milwiw-Baron wybrali się na pierwszy spacer z maluchem. Niestety podczas przechadzki doszło do awantury i niebezpiecznej sytuacji. Co się stało?

Sandra Kubicka i Aleksander Milwiw-Baron zostali niedawno rodzicami. O tym, że na świecie pojawił się mały Leonard poinformował ze sceny podczas festiwalu w Sopocie dumny tata. Z racji tego, że chłopiec urodził się przed terminem, musiał zostać w szpitalu.

Psy Sandry Kubickiej zaatakowane na spacerze

Na szczęście cała trójka jest już razem. Niedawno Sandra Kubicka i Aleksander Milwiw-Baron wybrali się z synem na pierwszy spacer. Niestety podczas przechadzki doszło do awantury. Gdy obydwoje wychodzili z restauracji wraz ze swoimi trzema psami, podbiegł do nich obcy pies. Zaczął atakować jedną z suczek celebrytki. Z relacji Sandry wynika, że właścicielka psa nawet nie zareagowała.

Przeszliśmy obok pani, która paliła peta w jednej ręce, w drugiej miała telefon i dwa psy, które nie były smyczy. I te psy dzida w naszą stronę. [...] I ten pies jeden rzucił się na Lunę i zaczął ją gryźć, atakować i Alek złapał tego psa za kark. [...] Ona nie drgnęła, nie odstawiła peta, nie odstawiła telefonu... Dalej gadała, jak jej pies gryzł naszego psa. Byliśmy tak wściekli. Zaczęliśmy krzyczeć, gdzie ona ma te smycze, dlaczego te psy nie są na smyczy. Ona zaczęła na nas krzyczeć, że nie będziemy jej pouczać, zaczęła wyzywać - opowiedziała o zajściu Kubicka. 

Na tym się nie skończyło. Drugi pies kobiety również zaczął atakować kolejnego psa modelki. Mimo, że Sandra próbowała go odciągnąć, ta nie reagowała.

Jest nerwowa sytuacja, wszyscy się tam prują, a ona nagle wyskakuje z tekstem "I co, uderzysz mnie?!" Typowy toxic - my o jej psie, a ona o czymś innym - relacjonowała Sandra. Dodała, że nie wiedziała, czy ma wezwać policję lub Straż Miejską. Z tego, co opowiedziała, wynika, że na szczęście nic groźnego się zwierzętom nie stało. 

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj