Dziennik Gazeta Prawana logo

Joanna Racewicz zaszokowana raportem MON o podkomisji smoleńskiej. "Operacja na otwartym sercu"

24 października 2024, 21:02
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Joanna Racewicz
Joanna Racewicz pisze o "porażającym raporcie" ws. działań komisji Macierewicza/AKPA
MON przedstawił raport z prac zespołu ds. oceny działań podkomisji, powołanej w 2016 r. przez ówczesnego szefa MON Antoniego Macierewicza, do zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej. Joanna Racewicz, która w katastrofie straciła męża, Pawła Janeczka, skomentowała raport. "Podzielenie kraju kosztowało 81,5 mln. Sami zapłaciliśmy z naszych podatków. Haracz za polityczne paliwo. Manipulacje. Za lepienie mitu, w który uwierzyły miliony" - napisała. 

Joanna Racewicz i Paweł Janeczek poznali się w 2002 r., gdy dziennikarka pracowała w TVP, a jej przyszły mąż był oficerem Biura Ochrony Rządu. Sześć lat później urodził im się syn. 10 kwietnia 2010 r. pod Smoleńskiem doszło do katastrofy, w wyniku której śmierć ponieśli wszyscy pasażerowie samolotu, na pokładzie którego znajdowała się oficjalna polska delegacja, złożona z polityków i przedstawicieli władz.  Joanna Racewicz zareagowała teraz na raport MON, który oceniał funkcjonowanie podkomisji smoleńskiej Antoniego Macierewicza.

"Koszmarny dance macabre"

"Porażający raport o podkomisji. Podzielenie kraju kosztowało 81,5 mln. Sami zapłaciliśmy z naszych podatków. Haracz za polityczne paliwo. Manipulacje. Za lepienie mitu, w który uwierzyły miliony. Za koszmarny dance macabre na grobach. Za podłą kradzież spokoju, ciszy i żałoby. Za szarpaniny i zdjęcia robione na cmentarzu. Za wyjaśnianie dzieciom, co znaczy ekshumacja. Za »doświadczenia« na puszkach i parówkach. Za ośmieszenie katastrofy i samego śledztwa z namaszczonymi twarzami jedynych prawych" - zaczęła Joanna Racewicz.

"Operacja na otwartym sercu"

Dziennikarka wróciła pamięcią do wydarzeń z 2010 r.  "Niemal 15 lat. Może się wydawać, że to długo. Dość czasu na dystans, spokój. Już bez emocji. Nic z tego. Kolejny raz operacja na żywo. Bez znieczulenia. Na otwartym sercu. Dziś też. Był czas, że wierzyłam, że chodzi o prawdę. Precyzyjniej - chciałam wierzyć. Naiwne? Tak. Katastrofa 10.04.10 na ugorze Smoleńskiem nie mieściła się w żadnej wyobraźni. Mojej też. Widziałam to błoto na własne oczy. 10.10.10. Lądowanie było szaleństwem. Wrak faktem" - stwierdziła.

"Byłam w Moskwie, do zalutowania trumny. Lektura akt ze śledztwa wprawiała w dygot. Litania błędów, opis niemocy, pełna klęska... Wracały słowa z ostatnich rozmów z Pawłem. "Joasiu, lepiej nie pytaj. I tak nie mogę gadać. Lecę, bo muszę. Wrócę jutro. Może damy radę". Ciąg dalszy znacie" - kontynuowała dziennikarka. 

"Kraj się zatrzymał. Na krótko. Bo zaraz zaczęło się piekło. Byłam w środku i próbowałam przetrwać. Ochronić dziecko. Prowadzić Panoramę, gdy kolejne komisje ogłaszały swoje raporty i nagrania z pokładu do ostatniego: "o, ku…!" Z palcami wbijanymi w skórę. Tak. Bolało. Materiał na książkę, tylko kto będzie czytać? Która strona? Które ze zwaśnionych plemion?" - zakończyła swój wpis na Instagramie Joanna Racewicz.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj