Maja Chyczewska znana przede wszystkim z roli w "Leśniczówce". Zagała też m.in. w "Chrzcinach" i "Planecie Singli 3". Od maja aktorka walczy o życie swojego dziecka. Teraz zwróciła się do internautów, by wsparli jej wysiłki nawet najmniejszą wpłatą.
Maja Chyczewska: trudno jest prosić o pomoc
"Nie wiedziałam, że do tego stopnia trudno jest prosić o pomoc! Ale spokój i komfort mojego dziecka są ważniejsze niż moje dobre samopoczucie na własny temat. I może to jest mit, że trzeba zawsze samodzielnie, zaradnie, z gracją i niezależnością. Może kiedy się idzie przez piekło, można się oprzeć na chwilę na innych" - czytamy we wpisie aktorki.
Maja Chyczewska: choroba zmieniła życie rodziny
Aktorka podczas rozmowy z Marzeną Rogalską i Łukaszem Nowickim w "Pytaniu na śniadanie" powiedziała, leczenie syna całkowicie zmieniło codzienność rodziny. "Po dwóch miesiącach choroby, chemii, ciągłych pobytów w szpitalu, zrozumieliśmy, że po prostu nie jesteśmy w stanie kontynuować naszych aktywności zawodowych" - przyznała. Mama chłopca zdecydowała się więc uruchomić internetową zbiórkę. Chyczewska opowiedziała także o aktualnym stanie zdrowia Leona. Jak wyjaśniła, kolejne badanie szpiku zaplanowano na 20 lipca i to ono pokaże, jak organizm chłopca reaguje na leczenie. -" Na ostatnim pobraniu szpiku wyszło, że są jeszcze ślady choroby, podczas gdy tak naprawdę mogłoby już jej w ogóle nie być. Więc jest to stresujące, że jest odpowiedź na chemię, ale nie stuprocentowa (...) Oprócz nudności, wymiotów w porównaniu z tą pierwszą fazą, czuje się w miarę dobrze" - mówiła.
Marta Chyczewska o leczeniu syna. "Płaczemy po nocach, nie jemy, nie śpimy"
Marta Chyczewska wyjaśniła, że leczenie potrwa co najmniej dwa lata, choć w przypadku infekcji może się wydłużyć. Następnie przez kolejne trzy lata lekarze będą regularnie kontrolować stan zdrowia chłopca. Jeśli w tym czasie nie dojdzie do nawrotu choroby, Leon zostanie uznany za zdrowego. Jak zaznaczyła, rokowania są dobre i wynoszą około 90 proc. Aktorka zwróciła również uwagę na ogromne znaczenie wsparcia psychologicznego dla dzieci chorujących onkologicznie. - "Mamy pomoc psychologa, który powiedział, że ważne, żeby tłumaczyć dziecku, że to nie jest jego wina. Bo dzieci w tym wieku potrafią pomyśleć, że były niegrzeczne i dlatego spotkała ich kara (...)" - mówiła na antenie, nie kryjąc łez.
"My, rodzice dzieci leczonych onkologicznie, nie jesteśmy silni. Jesteśmy tylko dlatego, że musimy. Nie mamy wyjścia, ale płaczemy po nocach, nie jemy, nie śpimy. (...) Nawet nie mogę położyć się do łóżka i wpaść w depresję, wydrzeć się. Muszę być uśmiechnięta, muszę się trzymać. Więc na zewnątrz może się wydawać, że jesteśmy niesamowicie silni" - podsumowała.
Beata Zatońska, dziennikarka, autorka książek, miłośniczka i znawczyni Włoch oraz filmoznawczyni. Współautorka bloga italianki.pl oraz m.in. książki "Zmontowani". W Dziennik.pl zajmuje się tematyką show-biznesową oraz lifestylową.