Dziennik Gazeta Prawana logo

Irena Santor wspomina wielki, rodzinny dramat. "Nie ma nawet grobu"

13 sierpnia 2024, 12:51
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Irena Sator
Irena Santor wróciła pamięcią do dramatycznych wydarzeń sprzed lat/AKPA
We wtorek mija 80 lat od jednego z najtragiczniejszych wydarzeń Powstania Warszawskiego. 13 sierpnia 1944 r. w centrum stolicy doszło do wybuchu czołgu pułapki. Zginęło ponad 300 osób. Wśród nich był 12-letni Jaś Santor. Irena Santor w rozmowie z "Faktem" opowiedziała o tragedii w rodzinie jej męża.

To był 13. dzień Powstania Warszawskiego. Warszawska Starówka od kilkudziesięciu godzin była  nękana niemieckim ostrzałem i nalotami. Podczas jednego ze szturmów wroga na powstańczej barykadzie zostaje zatrzymany niewielki pojazd na gąsienicach. Pojazd późnym popołudniem został wprowadzony za powstańcze linie. Powstańcy przejechali nim przez parę ulic, wokół "czołgu" zgromadziły się setki cywilów. W pewnym momencie pojazd eksplodował. Zginęli lub zostali ranni wszyscy ludzie w promieniu jakichś 200 metrów. Śmierć poniosło ok.300 osób.

Irena Santor nie jest rodowitą warszawianką. Wychowała się w Solcu Kujawskim niedaleko Bydgoszczy. Potem mieszkała w Polanicy-Zdroju. Rodzinne strony opuściła w 1951 r., kiedy zaczęła się jej przygoda z Zespołem Pieśni i Tańca "Mazowsze". W zespole poznała swojego męża Stanisława Santora. To właśnie on opowiedział jej o powstaniu i rodzinnym dramacie.

"Ja o Powstaniu Warszawskim dowiedziałam się wszystkiego dopiero w czasie mojego małżeństwa. W rodzinnym Solcu Kujawskim pod Bydgoszczą nikt nie mówił, nikt nie wiedział o powstaniu" - powiedziała "Faktowi" Irena Santor. 

Tragiczny dzień dla Warszawy i rodziny Santorów

Dla rodziny Santorów jednym z tragiczniejszych dni był 13 sierpnia 1944 r. "Wtedy zginął brat mojego męża. Jaś Santor miał tylko 12 lat, zginął na wysadzonym przez Niemców czołgu u zbiegu ulic Długiej i Podwala" - opowiadała piosenkarka.

"Jaś wspólnie z kolegami wskoczył na zdobyty przez powstańców czołg. I w tym momencie doszło do wybuchu" — mówi Santor.

Dramatyczną sytuację widziała siostra Jasia - Mirosława, która też walczyła w powstaniu pod pseudonimem Mira. Była łączniczką Armii Krajowej Grupy "Północ" i zgrupowania "Róg" batalionu "Bończa".

"Jaśko nie ma swojego grobu"

"Ona zdążyła tylko krzyknąć: Jaś, mama cię woła, wracaj do domu"... Sama nie zginęła, bo siła wybuchu odrzuciła ją. Jaśko nie ma swojego grobu, ma tylko napis na grobie w kwaterze powstańców na Woli" - powiedziała Irena Santor.   

Piosenkarka wciąż pamięta o tym wydarzeniu. "Każde wyjście z domu przypomina mi o tym, co spotkało stolicę i jej mieszkańców, ślady tej tragedii widzę na każdej ulicy" - dodaje artystka. 

OBSERWUJ nas na WhatsApp

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj