Andrus i Poniedzielski wspominali Umer
"Kiedy mnie już nie będzie..." taki tytuł nosił koncert poświęcony Agnieszce Osieckiej i Magdzie Umer. Widzowie i publiczność zgromadzona w Opolu zobaczyli go ostatniego dnia festiwalu.
Na scenie pojawili się tacy artyści jak m.in. :Natalia Szroeder, Kuba Badach, Maciej Zakościelny, Katarzyna Dąbrowska, Katarzyna Żak, Igor Herbut. Między występami nie brakowało wzruszających wspomnień. Andrzej Poniedzielski w rozmowie z Arturem Andrusem, który prowadził koncert, opowiadał o Magdzie Umer.
To Poniedzielski mówił o Umer
Magda nie była osobą smutną. Oczywiście miała tę dozę smutku w sobie, ale ci, którzy ją słuchali i widzieli w tych wykonaniach, widzieli, że ten uśmiech gdzieś w kącikach oczu był. Ona nie była niewolnicą tej poezji, była jedynie w niej zakochana - powiedział Poniedzielski.
Przy tym wszystkim stać ją było na takie dość radosne traktowanie tego wszystkiego. Pamiętam, że miała taki sposób na pożegnania, takie codzienne. Mówiła taki wierszyk: na razie, pozdrów Kazię. Potem robiła efektowną pauzę i mówiła: a jak się uda, to i Robin Hooda - dodał Poniedzielski.
Tak Andrus nazwał Umer
To ostatnie zdanie było dla Artura Andrusa okazją do żartu z kolegi. No to ja też to samo ci powiem. Na razie pozdrów Kazię, jak się uda, to Robin Hooda. Andrzej Poniedzielski - naczelny influencer Polski - stwierdził. Publiczność zaczęła się śmiać i nagrodziła ten żart oklaskami.