Na początku września 2026 roku na antenie Polsatu zadebiutowała 23. edycja programu "Twoja twarz brzmi znajomo. Do tej pory widzowie obejrzeli 6 odcinków muzycznego show. W jury zasiadają Małgorzata Walewska, Justyna Steczkowska, Piotr Gąsowski i Stefano Terrazzino. W programie uczestniczą: Ida Nowakowska, Rafał Brzozowski, Maria Sadowska, Gabriel Fleszar, bryska, Marcin Miller, Marcin Maciejczak i Ula Milewska. dziennik.pl rozmawiał z Gabrielem Fleszarem.
Wielka przygoda
Charyzmatyczny głos, kultowy przebój "Kroplą deszczu" - fani Cię pokochali bezwarunkowo. Jak się czujesz w programie, w którym trzeba się zmieniać, wcielać w innych artystów, czyli w "Twoja twarz brzmi znajomo"?
Ten program to przede wszystkim wielka przygoda i totalnie nowe doświadczenie. Takich transformacji moglibyśmy doznać tylko w momencie, kiedy bylibyśmy zawodowymi aktorami i dostawali role totalnie dalekie od naszych fizycznych warunków. Tutaj mamy 10 odcinków i w każdym zmieniamy się w kogoś innego. Dzień przed odcinkiem masz próbę generalną w totalnej już charakteryzacji. To nie jest tak, że tylko ten jeden dzień jesteś w tej masce. Spędzasz w niej tak naprawdę dwa dni, więc przyzwyczajasz się troszeczkę do tego. Na początku jest brany odlew twojej twarzy, potem masz nalepioną silikonową maskę, stajesz się kimś totalnie innym. Powtórzę, to była jedna wielka przygoda.
Dystans do siebie
"Twoja twarz brzmi znajomo” to także sprawdzenie dystansu do siebie?
Zdecydowanie tak. Wydaje mi się, że u mnie jest z tym całkiem w porządku. Nie traktowałem tego programu jako mistrzostw świata. Bez dystansu do siebie nie da rady, bo np. facet dostaje zadanie, żeby wcielić się w kobietę, która jest od niego totalnie daleko pod każdym względem. Oceny są różne i trzeba było się nauczyć, żeby nie brać sobie ich za bardzo do serca. Trzeba po prostu podchodzić profesjonalnie i bawić się. Czasem metamorfoza siadła lepiej, czasem gorzej. W programie jest super ekipa, każdy jest zawodowym wokalistą. Naprawdę nie zazdroszczę jury, że musiało nas oceniać, bo wszyscy byli świetni, a poziom bardzo wysoki. No i mogę tutaj uchylić rąbka tajemnicy, że nawet doszło do tego, że te zasady oceniania w pewnym momencie zostały nagięte, specjalnie dlatego, że nie mieli serca, żeby zachować ten normalny sposób oceniania.
Któregoś jurora, jurorki bałeś się jakoś szczególnie?
Nie bałem się nikogo. To są bardzo sympatyczni ludzie. Justyna Steczkowska jest fantastyczną wokalistką, grałem z nią dwie trasy. Piotr Gąsowski jest mega ciekawym jurorem, który zawsze sypie anegdotami. Pani Małgorzat Walewska jest zawodowcem w swojej dziedzinie, tak samo Stefano Terrazzino. Każda opinia jurora była po prostu ciekawa, nawet jeśli czasami się zdarzało, że nie zgadzaliśmy się, nawet my między sobą, w ocenie jakiegoś innego uczestnika. A wiadomo też, że to jest program rozrywkowy, co bardzo często Marcin Miller podkreślał – mówił, że my tu robimy rozrywkę.
Nowe wyzwania
Dlaczego zdecydowałeś się na takie wyzwanie, jakim jest udział w programie „Twoja twarz brzmi znajomo”?
Chciałem spróbować czegoś nowego, a program nagrywano wtedy, kiedy nie gram większych tras koncertowych. Może też była chęć przypomnienia się szerszej publiczności, wypromowania nowych projektów, zyskania nowej publiczności. W tym światku telewizyjnym pojawiam się sporadycznie, ale ten program i jego formuła spodobały mi się na tyle, że stwierdziłem, że warto zaryzykować, warto w to pójść.
No właśnie cały czas grasz, koncertujesz. A mówią, że „Twoja twarz brzmi znajomo” to „wielki powrót Gabriela Fleszara”. Jak się z tym czujesz?
Nigdy nie zszedłem ze sceny muzycznej. Jestem ciągle artystą koncertowym i z tego żyję, z tego się utrzymuję. Natomiast, no tak, szeroko medialnie – można powiedzieć – mniej się udzielam. Celebryctwo nigdy mnie nie pociągało. Ale taka jest prawda, że jeśli chcemy grać, to musimy być gdzieś widoczni.
„Kroplą deszczu” to nadal wielki przebój. Lubisz tę piosenkę?
Jest grana 27 lat w rozgłośniach radiowych, a ludzie przychodzą na moje koncerty i chcą ją usłyszeć. Czy lubię „Kroplą deszczu”? Oczywiście, że tak, nie mam powodów, żeby jej nie lubić, ona ciągle przynosi ludziom radość – widzę to na każdym koncercie. Kiedy gram ją w wersji akustycznej, to za każdym razem gram ją inaczej. Poza tym przez lata zmieniłem się ja i zmienił się mój wokal.
Z czego jesteś najbardziej dumny do tej pory?
Z czego jestem najbardziej dumny? Wiesz, chyba z tego, że jestem szczęśliwym człowiekiem. Znalazłem taką filozofię, żeby doceniać życie, żeby pamiętać, jakie ono jest ulotne. Nie jest ważne tak naprawdę, co się dzieje gdzieś tam na zewnątrz, daleko. Oczywiście spełnianie się we własnej pasji jest tutaj bardzo ważnym elementem. Każdemu bym polecał, żeby do tego dążył, żeby nie chodził do pracy, której nie cierpi na 8 godzin, tylko po to, żeby mieć co włożyć do garnka, bo takie coś rodzi frustrację, rodzi gniew. Cieszę się, że zostałem wierny swoim młodzieńczym ideałom i poszedłem za marzeniami, że dosyć szybko udało mi się je zrealizować. Nie wyobrażam sobie, żebym robił w życiu coś innego, aczkolwiek też bardzo ważnym elementem w moim życiu swego czasu był teatr i granie na scenie. Ciągle idę do przodu, rozwijam się i uśmiecham, doceniam każdy dzień i myślę, że to jest najważniejsze.
Beata Zatońska, dziennikarka, autorka książek, miłośniczka i znawczyni Włoch oraz filmoznawczyni. Współautorka bloga italianki.pl oraz m.in. książki "Zmontowani". W Dziennik.pl zajmuje się tematyką show-biznesową oraz lifestylową.
